... kosztuje. nie full też, tylko niby mniej. dziś po raz kolejny odwiedziłem serwis producenta mojego auta. oprócz wymiany alarmu i zamka byłem zmuszony odwiedzić ich jeszcze w celu wymiany potłuczonej szyby (się pod blokiem popękała, mimo to dzielnie stała na swoim miejscu aż do wymiany). dziś udałem się aby rozwiązali mój problem z odpalaniem auta gdy jest ciepłe (sic!). no i co? no i okazało się, że wspaniały czujnik GMP ma już dość współpracy z tym silnikiem i idzie na wakacje. jego wakacje kosztowały mnie prawie 600PLN (oprócz czujnika musieli wymienić jeszcze jego wiązkę). miły pan zaproponował mi jeszcze wymianę akumulatora (który notabene w związku z problemem z odpalaniem prawie zajeździłem) za jedyne 500PLN, ale powiedziałem, że nie mogę wymienić wszystkiego na raz, bo za długo się nie będę widział z serwisem. akumulator wymienię sobie sam za połowę tej kwoty. wnioski na przyszłość: kupować samochód do którego części nie kosztują tyle kasy.
... trasa nowym autem. w ten weekend. gdańsk -> nożyno -> gdańsk. piątka nie wchodzi tak jak powinna, czasem w jej miejsce wchodzi trójka. poza tym autko jedzie bardzo przyjemnie. radio samo się zgłaśnia wraz ze wzrostem prędkości, tak że cały czas je słychać. średnie spalanie (ca. 80km po mieście i 200km w trasie) - 7,5l/100km. nie powala, ale może z całkowicie sprawną piątką będzie lepiej. no i prawie 1/3 to miasto.
... z salonu Renault. właśnie czekam na wymianę alarmu. okazało się, że z tamtym nie da się nic zrobić. jak już wymontują to może będą w stanie stwierdzić co tak naprawdę się zepsuło. koszt takiej przyjemności - 772,26PLN. wstępne rozpoznanie problemu z zamkiem też wskazuje na konieczność jego wymiany. jedynym problemem jest obecna lokalizacja części do wymiany - magazyn we francji. czas oczekiwania - około 2 tygodni. na szczęście w tym przypadku cena zabiegu wymiany jest nieco bardziej przystępna - "tylko" jakieś 320PLN. zaliczka wpłacona, części zamówione teraz można już spokojnie (?!) usiąść za kierownicą samochodu i pojechać po pięciu godzinach w serwisie do domu.
... samochód. na kredyt oczywiście i używany. z rzeczy które już nie działają (zapewne już od dawna nie działały) to zamykanie auta kluczykiem i wyłączanie alarmu pilotem. przy próbie pierwszego nie ma żadnej reakcji zamka a kluczyk można sobie obracać do woli. co do drugiego to załączyć alarm to i owszem, ale wyłączanie tylko sposobem awaryjnym i przy akompaniamencie wyjącego alarmu. chrobotanie w wentylacji przy mocniejszym nawiewie to przy tym pikuś...
... break. wymiana zasilacza zakonczyla sie sukcesem. mam nadzieje ze to zakonczy problemy z "zasypianiem" moich procesów. let's test it...
... sleep. takimi oto michałkami częstuje mnie ostatnio moje kochane gentoo. ani tego zabić, ani odwiesić... no, to mam właśnie czwartą operę w tym stanie. teraz nie pozostaje nic tylko reset... bez sensu... :-/
ps. jak mnie dziś wszystko boli... oj nie warto było iść wczoraj na tą siłownię...
... zamarzania wódki - zna ktoś? właśnie doszły mnie dziwne odgłosy z zamrażalnika... nie to nie myszy, to butelka wódki - chyba postanowiła urządzić sobie mały spacer po swojej ciasnej klitce. swoją drogą to czy nic jej nie będzie do czwartku jeśli posiedzi w zamrażalniku? jeszcze sobie coś odmrozi... 
... uważam za rozpoczęty. ilość osób które nie zapomniały nie powala, ale źle nie jest, jeszcze ktoś o mnie pamięta ;-) zobaczymy co przyniesie ten rok, oby same dobre rzeczy. to na dobry początek może jakieś piwko i film 
dobranoc wszystkim...
jak dotąd niezłe statystyki ;-) sześć osób złożyło mi życzenia... ale dajmy im szansę... mają jeszcze 5 godzin 
byłem na zakupach przedświątecznych na jarmarku na targu węglowym... lipa, gorzej niż na zwykłym targowisku. na takim jarmarku powinno być więcej rzeczy na upominki, a tam 90% to ciuchy. ehhhh... trzeba będzie więcej połazić i poszukać czegoś...
ps. ciuchy nie nadaja się na upominki jak coniektórzy sugerują :P
...1982, wtedy wszystko sie zaczelo. co jest dzis? hmmm... mizeria
ludzie pozapominali, ale to chyba normalne. poza tym dzień jak codzień. no moze poza gościem, który już od 7 rano kuje ścianę na korytarzu.
jak mi się nic nie chce....
podobno zaczynam pracę. dorwaliśmy się z sąsiadami do ulotki mówiącej o projekcie ułatwiającym młodym ludziom start na rynku pracy. tak nam się to spodobało, że nie dośc że wysłaliśmy pracę na konkurs to jeszcze postanowiliśmy się tym naprawdę zająć. to straszne uczucie, kiedy człowiek wie że teraz będzie musiał coś robić... póki co czekamy na wyniki konkursu, zobaczymy co z tego wyjdzie...
ps. qrde to juz grudzień!
... iz back. zobaczymy czy ten powrót wyjdzie na zdrowie 
...a za oknem arytmia :-/ w klubie na dole zrobili sobie jakiś pseudokoncert... "rockowisko" heh... jeszcze żeby perkusista trzymał rytm to byłoby ok... no nic, wracam do nauki...
czy to normalne, że im bliżej egzaminu tym mniej chce się uczyć ?? nie podoba mi się ten trend :-/ i pomyśleć, że można to było mieć już dawno zdane... :-/
czego to człowiek nie zrobi żeby sie nie uczyć... miałem mieć jutro egzamin... okazało się że został przełożony na piątek :-) a ja z [nudów / niechęci do nauki]* aż postawiłem u siebie na kompie linuxowy serwer terminali (polecam: www.ltsp.org :-) ) dzięki temu kumpel z pokoju ma teraz jak istnieć w wirtualnym świecie :-) jak dotąd jego sprzęt nie podołał instalacji żadnego systemu i utrzymaniu go :-) jednak w wakacje można się czegoś nauczyć..
* stosowniejsze zostawić
właśnie skończyłem na dziś sprzątanie pokoju, żeby go zdać jutro... w końcu się przeprowadziłem... mam już dość... a jutro jeszcze trzeba będzie dokończyć... ehhhh...
dziś przeprowadziłem się... 3 piętra wyżej... bez sensu.. ale takie są zarządzenia "góry"... już niedługo wakacje... jeszcze tylko jedna poprawka 7 lipca... ehhh....
i przyszła taka sesja i pozbawiła złudzeń...
tak mniej więcej... chyba więcej niż mniej.. dlaczego ?? nie mam zielonego pojęcia... w innym kolorze też nie posiadam....
ps. powtarzam się z tymi tytułami...
...ale w domu najlepiej
właśnie wróciłem do akademika z weekendu majowego w domu. wyspałem się, wypoczęłem (o ile przerzucanie kamieni na skalniak i ziemi torfowej w łącznej ilości 7 ton mżna nazwać wypoczynkiem). teraz wracam do szarej akademickiej rzeczywistości. zacznę od niejedzenia obiadu 
i'm so happy 'cause today i found my friends they're in my head i'm so ugly, but that's okay, 'cause so are you we broke our mirrors sunday morning is everyday for all i care and i'm not scared light my candles, in a daze 'cause i've found god yeah, yeah... i'm so lonely, that's ok i shaved my head and i'm not sad and just maybe i'm to blame for all i've heard and i'm not sure i'm so excited, i can't wait to meet you there but i don't care i'm so horny, but that's okay my will is good yeah, yeah... i like it - i'm not gonna crack i miss you - i'm not gonna crack i love you - i'm not gonna crack i kill you - i'm not gonna crack
lithium....
ziewam szerzej niż dorosły hipopotam... te niepokojące objawy zmusiły mnie do analizy stanu mojego wyspania. okazuje się, że wyrobiłem juz normę godzinowa na tę dobę... czyżby więc krwiodawstwo było takie męczące??
nie pozostaje mi nic więcej jak tylko położyć się spać i czekać na sen... może przyjdzie...
ps. nadal nie znam odpowiedzi, a jutro termin... 
ps. już zjadłem 2 z tych 7 czekolad
mniam !! jak ktoś ma ochote to zapraszam 
właśnie wróciłem z akcji z tytułu. zabrali mi pół litra krwi :-) jakoś mi teraz lżej
w zamian dostałem 7 czekolad, rogalika i soczek jabłkowy. jak patrzyłem na tych niektórych ochotników to jakoś raźniej mi się robiło :-) na 15 osób które weszły przede mną zemdlało 5. poza chwilą wkłuwania było całkiem normalnie, pod koniec troche ręka ścierpła... polecam wszystkim oddawanie krwi. kosztuje tylko trochę czasu, w zamian ty dostajesz słodycze a ktoś szansę na życie... 
właśnie słucham sobie placebo "sleeping with ghosts"...
"remember me when you're the one you always dreamed" - "special needs"
"your wildness scares me so does your freedom see i can't stand the restrictions i found myself trying to change you if you were meant to be my lover i wouldn't have to and i feel so mean i feel in-between"
"for a long time i was in love... not only in love, i was obsessed, with a friendship that no one else could touch, it didn't work out, i'm covered in shells... ( . . . ) now all those simple things are simply too complicated for my life, how'd i get so faithful to my freedom? a selfish kind of life when all i ever wanted was the simple things, a simple kind of life..."
jutro kolokwium... rano "wampiriada"... a po mojej głowie chodzi wciąż tamta myśl... to wszystko stało się tak nagle... podobno myślenie nie boli... nie tym razem... może zasnę... :-/
wszystko stało się tak szybko... nagle... nie wiadmomo skąd i dlaczego... a teraz tylko pustka... i niepewność... co dalej ??
i znowu wzięło w górę i nie poszedłem na zajęcia... czy ja kiedyś z tego wyrosnę ?? :-/
edit: od dziś piszę tylko małymi literkami :P
heh. w ramach experymentów postanowiłem założyć bloga.
let's see what it's all about... 